sobota, 6 stycznia 2018

Dwa oblicza depresji

To miał być blog zapełniony moimi przemyśleniami i tak też będzie. A dzisiaj na świecznik - depresja.

Jak myśli społeczeństwo : 

Jeszcze chodzę do liceum. Normalnie bym je kończyła, ale teraz powtarzam drugą klasę i chyba dopiero po pół roku nie boję się tego przyznać bez strachu, że ktoś mnie zaraz zlinczuje za brak nauki. Jasne, nie uczyłam się, ale swoje powody miałam i przed nikim tłumaczyć się nie będę :) Ale to nie dziś. 

W związku z tym, zmieniłam też klasę jako sam zespół, a wraz z tym - zmieniło się moje otoczenie. Na lepsze, gorsze - znów, nie dziś. Ale powiedzmy, że się sporo pozmieniało. Jednak jedno zostało DOKŁADNIE TAKIE SAMO - ludzka ignorancja. W różnych dziedzinach, ale najlepiej to wyszło na tle depresji właśnie. 

Pewien chłopak, obecnie przewodniczący szkoły, koleś z rodzaju takich, co wiedzą wszystko najlepiej, stwierdził najpierw na lekcji religii, a później na przyrodzie : 

- Depresja to taki wymysł grup farmaceutycznych, a tak naprawdę nie istnieje. 

No wiecie? Zagotowało się we mnie. Bujać to my, a nie nas, a ten chłystek '00 nie ma najmniejszego pojęcia o tym, o czym mówi. Delikatnie zaczęłyśmy mu tłumaczyć z koleżanką, która również depresję ma, że plecie bzdury, że nie wie jak to jest, więc niech przymknie paszczółkę, bo farmazony plecie, a on swoje. Na lekcji przyrody, przy lekomanii - to samo, depresaci wymyślają sobie chorobę, próbując wymusić na społeczeństwie współczucie. 

No szczęka mi opadła.

Jak jest naprawdę : 

No dobra, trochę sobie Wiedźma popluła jadem i wylała frustrację, ale tak naprawdę nie powiedziała nic, co by Wam pomogło zrozumieć, czemu to my - ci, co piekło przeszli - mamy rację, a nie Pan Wszystko-Wiem-Najlepiej. 

No to już tłumaczę. 

Depresja

Po pierwsze - depresja to nie tylko choroba samego umysłu, ale przede wszystkim choroba związana z gospodarką hormonalną. Tak, tak. Dlatego zajmuje się nią lekarz psychiatra, a nie zwykły psycholog, bo trzeba się tu zająć i kortyzolem, który może wywoływać ataki paniczne (miałam - nic przyjemnego, gdy masz wrażenie, że wszystko spada Ci na głowę, a Ty się dusisz i nie możesz wydostać ze szklanej pułapki), jak również samym hormonem szczęścia, którego w organizmie jest zwyczajnie za mało i to jego produkcję oraz samo wychwytywanie trzeba poprawić. Tak działają wszelkie inhibitory wychwytywania zwrotnego seratoniny, czyli leki takie jak Aserta, Setaloft itp.  One mają tylko wspomóc naturalną produkcję i w razie czego, cofnąć seratoninę, która chciałaby "uciec" i nie zostać przekazana. To tak po ludzku, w duuużym skrócie. Te leki nie powinny uzależniać, jeśli są dobrane prawidłowo, nie są też bardzo silne, po prostu sprawiają, że człowiek zamiast ogromnego przygnębienia i chęci pozbawienia się swojego życia, początkowo czuje pustkę i jest jakby "nieczuły", a dopiero potem obserwuje właściwą poprawę zdrowia. 

Jasne, są też leki bardzo silne, typu Xanax. Też go brałam, jeden na sen, drugi bardzo silny, w krytycznych momentach, jeśli miałam atak. Tak, XANAX MOŻE UZALEŻNIĆ, jeśli się go bierze za dużo i za często. Ale jego nie daje się na stałe. Inne zaś po prostu powodują poprawę zdrowia. No dobra, poprawę zdrowia... to znaczy, jakie są objawy?

Objawy depresji 

Najbardziej znany - chęci samobójcze. Ale tu już czasami nie można pacjentowi pomóc, co kończy się tragicznie, dlatego nie warto zwlekać. Dzwoneczki powinniśmy usłyszeć natychmiast, gdy : 
  1. nie możesz się dosłownie do niczego zebrać, czujesz tak dojmujące przygnębienie, że nie masz siły nawet wstać z łóżka
  2. nic Cię nie cieszy, nawet rzeczy, które do tej pory przyprawiały Cię o miły zawrót głowy
  3. podchodzisz do wszystkiego z negatywnym nastawieniem
  4. masz myśli samobójcze
  5. nie możesz znieść siebie i swojego widoku
  6. brzydzisz się sobą
  7. masz problemy ze snem
  8. nie chcesz jeść bądź zajadasz stres
  9. itp.
Oczywiście, to nie są kliniczne i niepodważalne słowa - to tylko moja obserwacja, głównie z własnego doświadczenia. I z własnego doświadczenia mówię również : nie odkładajcie wizyty u psychiatry na święte nigdy, bo im dłużej zwlekacie, tym cięższa się ona staje i tym bardziej podstępnie Was przechwyci. 

Jak to jest mieć depresję?

Wszystko fajnie, ale wciąż to tylko teoria. A teraz, jak to jest w praktyce i czym to grozi. 

Moi kochani, ja swoją depresję ciągnęłam dobre 10 lat, ale ten finalny etap, najcięższy, trwał około roku, gdy wszystko nałożyło się na siebie i spiętrzyło jak góra lodowa. Nie potrafiłam skupić się na zajęciach w szkole, nie umiałam się niczego nauczyć w domu z książek, a na koniec - przeleżałam w łóżku 2 miesiące, a moja mama nie była w stanie mnie wysłać do szkoły, ba!, nie mogła mnie nawet zmusić, bym się ubrała. 

Wszystko wydawało się brudne, szare i do dupy, wydawało mi się, że życie nie ma sensu. Samo-okaleczałam się, ale nie tak, żeby zwrócić na siebie uwagę - żeby ból fizyczny zagłuszył ten emocjonalny, który rozrywał mnie od środka. Nie pamiętam w ogóle poprzedniego roku, to nie jest tak, że się nudzę na lekcjach, bo robię to, co już znam - nie, ja się uczę tak jakby od nowa wszystkiego, bo tamten rok to biała plama, tabula rasa. Nikt mi nie umiał pomóc. A już na pewno nie ja sobie sama. 

W lutym stwierdziłam, że mam na tyle poważny problem, że muszę iść do psychiatry. I poszłam, prywatnie. Był naprawdę w porządku, pomógł mi bardzo. U mnie potem okazało się, że mam dwubiegunówkę, która jest jeszcze czymś innym. Dobrał mi dobre leki, w pewnym momencie było tak dobrze, że zapomniałam, że powinnam je brać i je odstawiłam. Minęło pół roku, teraz trochę żałuję, bo cholerstwo znów wraca, ale uznałam, że póki się trzymam, to będę się trzymać (trochę wbrew mojej zasadzie, wiem), bo taki psychiatra prywatnie to dość spory koszt. A ja teraz noszę aparat stały i muszę prywatnie chodzić do endokrynologa w związku z innymi hormonami (uprzedzając pytanie - nie, to nie wina leków) i po prostu moi rodzice nie daliby rady na to wszystko wystarczyć. Ale gdy w sierpniu odejdzie aparat - wrócę na terapię :) Bo jej nie skończyłam.

Morał na koniec? 

Jasne. Są lekarze, którzy Wam wcisną depresję, choć nie będziecie jej mieć. I tak, grupom farmaceutycznym zależy na leczeniu, a nie wyleczaniu. Ale hej - są też dobrzy lekarze. A depresja na pewno istnieje i naprawdę NIE MOŻNA jej bagatelizować. Nikomu jej nie życzę, nawet najgorszym wrogom. 

Uwierzcie - nikt tak naprawdę nie chce jej mieć. Słowo honoru.

 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wstępu słów kilka

Ten blog jest specyficznym, przynajmniej, jeśli chodzi o te prowadzone przeze mnie dotychczas. Będę tu wyrażać swoje żale i opinie, przemyślenia ważne i mniej ważne, chwalić się i opowiadać o własnym życiu.

Jeśli kogoś to interesuje - zapraszam. Jeśli jednak nie - to tam w prawym górnym rogu jest taki malutki krzyżyk. Zachęcam wszak do komentowania, jednak uprasza się o kulturę osobistą - wychodzę z założenia, że powiedzieć można wszystko, byle spokojnie i grzecznie, a blog to mój "dom", więc dla wrednych i chamskich komentarzy nie będzie litości. Powiedzmy, że trzeba to traktować jako swego rodzaju odkurzanie - a przecież nikt nie ma pretensji do kogoś, kto sprząta pokój z kurzów i paprochów?

Wiedźma.

Dwa oblicza depresji

To miał być blog zapełniony moimi przemyśleniami i tak też będzie. A dzisiaj na świecznik - depresja. Jak myśli społeczeństwo :  Jeszc...